“Krew i miód” – recenzja

Długo wyczekiwana kontynuacja bestsellerowego ”Gołębia i Węża” autorstwa Shelby Mahurin w końcu ujrzała światło dzienne. Po wielkim sukcesie pierwszej części poprzeczka była ustawiona wysoko, lecz czy tom drugi – Krew i miód. Gołąb i wąż. Tom 2 sprostał oczekiwaniom fanów?

Podróż przez pół kraju

Po emocjonującym finale poprzedniej części naszym bohaterom ledwo udało się ujść z życiem z siedziby krwiożerczych Dames Blanches. Teraz są poszukiwanymi zbiegami, którzy muszą zdobyć potężnych sojuszników, jeżeli chcą mieć szansę w ostatecznym starciu z nieobliczalną Morgane. Matka Lou ciągle jednak nie daje jej spokoju, dziewczyna za wszelką cenę stara się od niej uwolnić, ale ona bawi się z nią w kotka i myszkę, zawsze wyprzedzając ją o kilka kroków. Jako wyjęta spod prawa grupa podróżują przez cały kraj, uciekając przed żadnymi krwi wiedźmami i bezwzględnymi chasseurami. Czy uda im się przeżyć wystarczająco długo, by nakłonić potencjalnych sojuszników do współpracy?

Uważam, że Shelby Mahurin ciekawie rozszerzyła wykreowany przez siebie świat. Poznajemy nowe gatunki stworzeń zamieszkujących tę krainę oraz dużo ciekawych miejsc. Jednak wydaje mi się, że nie wszystko zagrało tak dobrze, jak oczekiwałem. Podczas lektury miałem wrażenie, iż czasami autorka sama nie do końca wiedziała, co chciała osiągnąć i potraktowała niektóre miejsca dość po macoszemu. Wydaje mi się, że niektóre wątki mogłyby bardziej rozbudowane i dzięki temu całe tło fabularne byłyby ciekawsze.

Demony, które nosimy w sobie

”Krew i Miód” w dużym stopniu skupia się na przeżyciach wewnętrznych bohaterów, ich wzajemnych relacjach i stosunkach do samych siebie. Między Lou a Reidem nie układa się najlepiej, sprzeczają się ze sobą, a przez brak szczerości i niedopowiedzenia ich relacja staje się jeszcze bardziej oziębła. Każde z nich musi poradzić sobie z ich własnymi demonami, co przez ciągłą ucieczkę nie jest zbyt proste.

W porównaniu do pierwszego tomu, kontynuacja bardziej skupia się właśnie na relacjach niż wartkiej akcji, przez co całość jest mniej dynamiczna. Według mnie Shelby Mahurin poradziła sobie z psychologicznym stanem swych bohaterów dość dobrze, udało jej się utrzymać ich wiarygodnymi i prawdziwymi, co już samo w sobie jest godne podziwu. Obserwujemy przemianę Lou i Reida, podczas której popełniają błędy, jak każdy, lecz starają się je naprawiać i być lepszymi dla siebie i innych.

Gasnący blask pierwszej części

”Gołąb i Wąż” najbardziej ujął mnie właśnie swym humorem. Żarty opowiadane przez bohaterów zdecydowanie trafiały w moje poczucie humoru, nie raz śmiałem się przez nie na głos. Jednak w ”Kwi i Miodzie” przez napiętą sytuację i problemy protagonistów znalazło się zdecydowanie mniej takich sytuacji, co mnie zasmuciło. Mam wrażenie, że największy atut tej historii został rozmyty, lecz pozostaje mi mieć nadzieję, że w finałowym tomie powróci on ze zdwojoną siłą.

Czy warto czytać ”Krew i Miód”?


Moim zdaniem, tak. Jeżeli spodobała wam się pierwsza część i polubiliście tych bohaterów, to tutaj możecie obserwować ich dalszy rozwój i wewnętrzne rozterki. Mimo że akcja nie jest tak wartka jak wcześniej, nadal jest interesująca i nieoczywista. A jeśli nie mieliście okazji zapoznać się nawet z ”Gołębiem i Wężem”, to z czystym sumieniem mogę polecić tę serię. Mam nadzieję, że trzeci, finałowy tom nas nie zawiedzie!